Polecam Wam, spotkać się od czasu do czasu z wielkimi twórcami kultury.
Szczególnie w momencie ich wielkich jubileuszy...
Ja miałem to szczęście spotkać się z Włodzimierzem Kłaczyńskim.
W 2013 roku obchodzi jubileusz 40lecia pracy literackiej oraz jubileusz 80lecia urodzin.
Posłuchaj wywiadu audio jaki przeprowadziłem z Włodzimierzem Kłaczyńskim w Mielcu
#AnimatorKultury #Bloger #WitrtualnyAnimator #Podkarpacie #Rzeszów #Mielec #Kraków #Lublin #Kultura #Kulturoznawstwo
piątek, 27 września 2013
środa, 4 września 2013
Jarosław - Pieśń Naszych Korzeni
Mija już prawie drugi tydzień od zakończenia festiwalu „Pieśń
Naszych Korzeni”, który uważany jest za jeden z najważniejszych wydarzeń
promujących muzykę dawną w kraju i w Europie.
To już XXI edycja festiwalu. W tym roku tematem przewodnim
koncertów były psalmy w muzyce.
„Pieśń naszych korzeni” :
To 7 koncertów.
To także 7 biesiad festiwalowych.
To tygodniowe warsztaty chorału z Marcelem Peresem.
To warsztaty muzyki polifonicznej prowadzone przez o. Dawida
Kusza OP.
To codzienne nabożeństwa liturgii godzin, oraz Msze
odprawiane w różnych rytach.
To seminaria i spotkania z specjalistami.
Tylko w Jarosławiu można posłuchać najlepszych koncertów
muzyki dawnej wykonanych przez polskie i zagraniczne zespoły. Tą niezwykła
muzykę słucha się u Dominikanów, Franciszkanów, Kolegiacie, Opactwie Benedyktynek a czasem w Cerkwi.
| Marcel Peres fot. M. Mituś |
Ja na festiwalu byłem po raz pierwszy. Nie wiedziałem co tam
zobaczę, czego doświadczę.
Kolejny dzień, to moje odkrywanie Jarosławia. Zwiedzanie
kolejnych klasztorów. Odkrycie chyba ze 20 zakładów fryzjerskich. Odkrycie
niezwykłego targu, gdzie przez megafon czytane są lokalne reklamy (do dziś
pamiętam „centrum budowlane socha”).
![]() |
| Sarband fot. A. Kaplita |
Wieczorem kolejny koncert. Tym razem zespół "Sarband".
Dyrektorem
tego zespołu jest Vladimir Ivanoff. Główną ideą zespołu są projekty muzyczne, w
których łączy się tradycję z nowoczesnością. Gdzie pozwala się na łączenie epok
i stylów.
Ten klub festiwalowy, to był ewenement. Wyobraźcie sobie, że
bawiliśmy się w gronie absolutnej elity muzyki dawnej w Polsce. Byli tam wszyscy,
którzy coś znaczą w tym środowisku. No i moja ekipa. Można było sobie
posiedzieć i pić wino. Chciałoby się napisać tu, że można było sobie pić wino w
towarzystwie „sław”. Jednak uważam, że to wysoce niestosowane określenie. To niezwykłe
osoby. Do tego bardzo normalne.
Kolejny koncert to „Monodia Polska”, zespół Adama
Struga. W Polsce chyba takiego drugiego człowieka nie ma.
W Jarosławiu zaśpiewali nieszpory po polsku wg Franciszka Karpińskiego. W
świątyni franciszkanów usłyszeliśmy śpiew, który znamy z naszych parafii. Szczególnie
tych wiejskich, gdzie starsi znają na pamięć całe pieśni i psalmy. Adam Strug
promuje tradycyjny śpiew jednogłosowy. Zachęcam posłuchać jego wykonania
pieśni. Ma bardzo ciekawą barwę głosu.
| Opactwo Benedyktynek w Jarosławiu. |
W piątek wieczorem wysłuchaliśmy psalmów wykonanych przez
chór „Ars Cantus”. W Koncercie miał uczestniczyć także rabin Jicchah Horovitz.
Jednak go nie było. Nie wiem dlaczego. Tymczasem chór „Ars Cantus” wykonał
psalmy hebrajskie skomponowane przez Salomone Rossi. Spodziewałem się bardziej
pieśni synagogalnych z charakterystycznym śpiewem kantora żydowskiego. W
jarosławskiej kolegiacie zatem usłyszeliśmy XVI wieczne kompozycje w stylistyce
barokowej. Z tego koncertu zapamiętam bardzo brzmienie arcylutni.
Przyszedł czas na ostatnią biesiadę. Postanowiliśmy nauczyć
się tańców ludowych. Już po kilku próbach tańczyliśmy oberki i polki.
Był też czas na „kadarki”.
Festiwal w Jarosławiu to także czas warsztatów. Ja przez
pewien czas uczyłem się chorału pod okiem Marcela Peresa. Bardzo polecam. To
bardzo dobry pedagog.
Małe podsumowanie. Festiwal w Jarosławiu to niezwykła
inicjatywa. Bardzo cieszę się, że mogłem ją wreszcie przeżyć na żywo. Mocnymi
punktami Festiwalu są bardzo dobre koncerty. Podobnie biesiady, warsztaty oraz
nabożeństwa liturgiczne. Festiwal zbudował wokół siebie środowisko ludzi z
całego kraju, które co roku przyjeżdża do Jarosławia, by uczestniczyć w
spotkaniach festiwalowych. Ja jako obserwator – czułem się dosyć dobrze.
Chociaż, wiem, że były osoby, którym trudno było odnaleźć się w tym środowisku.
Trochę przeszkadzało mi to, że nie było żadnej inicjatywy festiwalu, która
byłaby skierowana do wszystkich mieszkańców Jarosławia. Przykładowo koncert
plenerowy na rynku. Może to jest pomysł na przyszłość. Jarosław jest pięknym
miastem. Podobało mi się to, ze organizatorzy festiwalu dbali o identyfikację. W
witrynach sklepowych wisiały plakaty. Można by pomyśleć na przyszłość o tym,
aby miasto zapewniło jakieś dodatkowe atrakcje dla gości festiwalu. Warto też
dogadać się z restauracjami aby przygotowały specjalne oferty… no w tym roku
brakowało tego…
Przyjadę na pewno za rok! Oczywiście z rowerem! Są tam fajne miejsca do jeżdżenia. Chociaż Pani w informacji turystycznej powiedziała, że w Jarosławiu nie ma żadnych szlaków rowerowych. Nie słuchajcie jej. :)
AHA - Koniecznie polecam Wam malutką piekarnię rodzinną, która znajduje się obok Opactwa. Zapach wypieków wyczuwalny jest w dużej odległości. Wewnątrz lokalu zatrzymał się czas. Czuć przedwojenną atmosferę. Bułeczki są gorące i przepyszne:)
Tutaj link do Strony Festiwalu. Tutaj do FanPage na FB.
Pozdrawiam
środa, 14 sierpnia 2013
Kielce potrafią opowiadać o swojej historii
Ten wpis bezpośrednio miał dotyczyć Instytutu Designu w Kielcach. Niestety dzień w którym wybrałem się do opisywanej instytucji, był chyba dniem wolnym od odwiedzin. ... ale
Ale, okazało się, że po drugiej stronie znajduje się Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej :). Kiedy podszedłem do drzwi wejściowych, zobaczyłem informację, że dziś [12 sierpnia] wstęp na wszystkie wystawy Ośrodka jest wolny:)
Ośrodek powstał w maju 2011 roku. Misją tej instytucji jest kształtowanie i upowszechnienie postaw patriotycznych i obywatelskich, oraz budzenie poczucia dumy z dokonań przeszłych pokoleń, dorobku cywilizacyjnego, gospodarczego i naukowego mieszkańców Kielc i regionu.
Przekraczając próg Ośrodka od razu przywitał mnie pracownik (p. Szymon), który szybko objaśnił mi na czym polega zwiedzanie i o co chodzi w tym wszystkim. Oczywiście nie opisze Wam, tego co zobaczyłem. Wolę byście sami tego doświadczyli.
Wyobraźcie sobie Muzeum, które:
- opowiada o dziejach Kielc w nowoczesny i przyjazny sposób
- wykorzystuje "nowe media"
- wszystkiego można dotknąć
- scenariusz wystawy jest dokładnie przemyślany
- dużo nowinek technicznych
Taki jest właśnie ten ośrodek. :)
Jeśli chodzi o tematykę jaką porusza to przede wszystkim są to wojenne dzieje miasta. Począwszy od ruchów emigracyjnych. Wszelkie zrywy patriotyczne. Następnie martyrologia. W podziemiach ośrodka, gdzie dawniej były cele więzienne, obecnie jest to przestrzeń pamięci o wszystkich więzionych i internowanych.
Kolejna ekspozycja dotyczy lat PRLu. Znajdziecie tam wiele dobrze Wam znanych przedmiotów.
Ostatnia ekspozycja opowiada o II wojnie światowej z perspektywy Kielc.
Ośrodek ma szansę zostać wiodącą instytucją muzealną i edukacyjną w Świętokrzyskim.
Jestem pod wielkim wrażeniem tego co w tych murach można zrobić. Jakiego typu warsztaty można zrealizować. Jeśli narzekacie, że w waszym rejonie nie ma ciekawych Muzeów to zainwestujcie w wyprawę do Kielc na ul. Zamkową, gdzie znajdziecie nowoczesny i bardzo ciekawy ośrodek muzealny.
Ja tam byłem i wiele godzin spędziłem
i nie żałuję
:)
i polecam!
Aha i jeszcze jedno! Jeśli jesteście z Kielc i szukacie ciekawej oferty wolontariatu w muzeum - to bardzo polecam Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej. Na stronie Ośrodka znajdziecie potrzebne informacje na ten temat!
![]() |
| fot. OMPiO |
Ale, okazało się, że po drugiej stronie znajduje się Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej :). Kiedy podszedłem do drzwi wejściowych, zobaczyłem informację, że dziś [12 sierpnia] wstęp na wszystkie wystawy Ośrodka jest wolny:)
Ośrodek powstał w maju 2011 roku. Misją tej instytucji jest kształtowanie i upowszechnienie postaw patriotycznych i obywatelskich, oraz budzenie poczucia dumy z dokonań przeszłych pokoleń, dorobku cywilizacyjnego, gospodarczego i naukowego mieszkańców Kielc i regionu.
Przekraczając próg Ośrodka od razu przywitał mnie pracownik (p. Szymon), który szybko objaśnił mi na czym polega zwiedzanie i o co chodzi w tym wszystkim. Oczywiście nie opisze Wam, tego co zobaczyłem. Wolę byście sami tego doświadczyli.
Wyobraźcie sobie Muzeum, które:
- opowiada o dziejach Kielc w nowoczesny i przyjazny sposób
- wykorzystuje "nowe media"
- wszystkiego można dotknąć
- scenariusz wystawy jest dokładnie przemyślany
- dużo nowinek technicznych
Taki jest właśnie ten ośrodek. :)
Jeśli chodzi o tematykę jaką porusza to przede wszystkim są to wojenne dzieje miasta. Począwszy od ruchów emigracyjnych. Wszelkie zrywy patriotyczne. Następnie martyrologia. W podziemiach ośrodka, gdzie dawniej były cele więzienne, obecnie jest to przestrzeń pamięci o wszystkich więzionych i internowanych.
Kolejna ekspozycja dotyczy lat PRLu. Znajdziecie tam wiele dobrze Wam znanych przedmiotów.
Ostatnia ekspozycja opowiada o II wojnie światowej z perspektywy Kielc.
Ośrodek ma szansę zostać wiodącą instytucją muzealną i edukacyjną w Świętokrzyskim.
Jestem pod wielkim wrażeniem tego co w tych murach można zrobić. Jakiego typu warsztaty można zrealizować. Jeśli narzekacie, że w waszym rejonie nie ma ciekawych Muzeów to zainwestujcie w wyprawę do Kielc na ul. Zamkową, gdzie znajdziecie nowoczesny i bardzo ciekawy ośrodek muzealny.
Ja tam byłem i wiele godzin spędziłem
i nie żałuję
:)
i polecam!
Aha i jeszcze jedno! Jeśli jesteście z Kielc i szukacie ciekawej oferty wolontariatu w muzeum - to bardzo polecam Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej. Na stronie Ośrodka znajdziecie potrzebne informacje na ten temat!
wtorek, 6 sierpnia 2013
Gdynia Design Days - 2013 - na styku
"Na styku" to hasło tegorocznej edycji Gdynia Design Days - najważniejszego letniego festiwalu designu w Polsce.
Hasło "na styku" jak najbardziej pasuje do tego co zaprezentowano na początku lipca w Gdyni. Przecież to właśnie design najczęściej jest na styku różnych dziedzin sztuki, nauki, techniki. To on łączy to, co na pierwszy rzut oka wydawałoby się niemożliwe.
Dzięki mojej korespondentce Beacie, która na GDD była wolontariuszką - mogę zaprezentować wam kilka fotografii z tego festiwalu.
Co roku w lipcu Gdyńskie Centrum Designu organizuje wyjątkowy festiwal. Jego prawdziwą mocą są wyjątkowe i często niepowtarzalne warsztaty, oraz wystawy. Organizatorzy pamiętają o wymiarze naukowym. Co roku zapraszają specjalistów na wykłady. Jest także bardzo ważny panel biznesowy, gdzie świat projektantów - może nawiązywać kontakty z potencjalnymi inwestorami.
Jednym słowem jest tu wszystko, co potrzebne dla ludzi zajmujących się projektowaniem, a także dla tych zainteresowanych tematem :)
Najważniejszym miejscem festiwalu - był oczywiście "Terminal designu" - to tutaj codziennie spotykali się projektanci, widzowe, oraz wszyscy uczestnicy GDD.
To Tutaj odbył się "Projekt Market" :) Organizatorzy przygotowali specjalną przestrzeń, gdzie specjalnie dobrane firmy mogły zaprezentować i sprzedawać swoje wyroby.
Tutaj także odbywały się warsztaty i projekcie filmowe. Beacie spodobały się warsztaty szycia toreb miejskich.
Organizatorzy dbają o to, aby na GDD prezentowały się wszystkie najważniejsze instytucje zajmujące się designem w naszym kraju.
Tak oto w tym gronie znalazła się redakcja kwartalnika "Design Alive", która prezentowała swoją wystawę.
Był także Instytut Designu z Kielc i wiele innych.
GDD to także cykl działań w przestrzeni miasta. W trakcie trwania festiwalu. Artyści wspólnie z wolontariuszami dokonali renowacji fontanny miejskiej.
Jeszcze kilka słów o wystawach. Mi najbardziej spodobał się projekt "W Witrynach".
Na ulicy Świętojańskiej w Gdyni w witrynach sklepowych swoje projekty zaprezentowali młodzi designerzy. Wszyscy wytworzyli przedmioty, które łączą idee ekologii. Bardzo często do produkcji wykorzystano materiały pozyskane z recyklingu. Były to przedmioty codziennego użytku. Przykładowo projekt torby wielokrotnego użytku.
GDD zawsze dba o dobrą identyfikację graficzną. Mnie bardzo zaskoczyli prezentacją festiwalu w mediach społecznościowych. Mimo, że nie było mnie tam fizycznie. Bardzo dobrze orientowałem się, co aktualnie dzieje się w Gdyni.
Bardzo polecam Gdynia Design Days! :) Następna edycja już za rak.
Dziękuję Beacie, za wszelkie informacje.
Hasło "na styku" jak najbardziej pasuje do tego co zaprezentowano na początku lipca w Gdyni. Przecież to właśnie design najczęściej jest na styku różnych dziedzin sztuki, nauki, techniki. To on łączy to, co na pierwszy rzut oka wydawałoby się niemożliwe.
Dzięki mojej korespondentce Beacie, która na GDD była wolontariuszką - mogę zaprezentować wam kilka fotografii z tego festiwalu.
Co roku w lipcu Gdyńskie Centrum Designu organizuje wyjątkowy festiwal. Jego prawdziwą mocą są wyjątkowe i często niepowtarzalne warsztaty, oraz wystawy. Organizatorzy pamiętają o wymiarze naukowym. Co roku zapraszają specjalistów na wykłady. Jest także bardzo ważny panel biznesowy, gdzie świat projektantów - może nawiązywać kontakty z potencjalnymi inwestorami.
Jednym słowem jest tu wszystko, co potrzebne dla ludzi zajmujących się projektowaniem, a także dla tych zainteresowanych tematem :)
Najważniejszym miejscem festiwalu - był oczywiście "Terminal designu" - to tutaj codziennie spotykali się projektanci, widzowe, oraz wszyscy uczestnicy GDD.
To Tutaj odbył się "Projekt Market" :) Organizatorzy przygotowali specjalną przestrzeń, gdzie specjalnie dobrane firmy mogły zaprezentować i sprzedawać swoje wyroby.
Tutaj także odbywały się warsztaty i projekcie filmowe. Beacie spodobały się warsztaty szycia toreb miejskich.
Organizatorzy dbają o to, aby na GDD prezentowały się wszystkie najważniejsze instytucje zajmujące się designem w naszym kraju.
Tak oto w tym gronie znalazła się redakcja kwartalnika "Design Alive", która prezentowała swoją wystawę.
Był także Instytut Designu z Kielc i wiele innych.
GDD to także cykl działań w przestrzeni miasta. W trakcie trwania festiwalu. Artyści wspólnie z wolontariuszami dokonali renowacji fontanny miejskiej.
Jeszcze kilka słów o wystawach. Mi najbardziej spodobał się projekt "W Witrynach".
Na ulicy Świętojańskiej w Gdyni w witrynach sklepowych swoje projekty zaprezentowali młodzi designerzy. Wszyscy wytworzyli przedmioty, które łączą idee ekologii. Bardzo często do produkcji wykorzystano materiały pozyskane z recyklingu. Były to przedmioty codziennego użytku. Przykładowo projekt torby wielokrotnego użytku.GDD zawsze dba o dobrą identyfikację graficzną. Mnie bardzo zaskoczyli prezentacją festiwalu w mediach społecznościowych. Mimo, że nie było mnie tam fizycznie. Bardzo dobrze orientowałem się, co aktualnie dzieje się w Gdyni.
Bardzo polecam Gdynia Design Days! :) Następna edycja już za rak.
Dziękuję Beacie, za wszelkie informacje.
wtorek, 30 lipca 2013
M4 - Moje Miasto Moje MIejsce - REkreacja 2013
Chociaż od finału tego wydarzenia mija już prawie 2 tydzień, to ja ciągle zastanawiam się nad tym co napisać o tegorocznej edycji M4...
Przede wszystkim, jestem pod wielkim wrażeniem tego co mogliśmy podziwiać w ciągu tych kilku dni w Mielcu. Organizatorzy wolą określać to jako "alter festyn" ja jednak od tego roku będę stosował nazwę festiwal.
Już od 8 lat Stowarzyszenie kulturalne "Jarte" wspólnie z lokalnymi animatorami i wolontariuszami organizują na początku wakacji M4 Moje Miasto Moje Miejsce. Wydarzenie to wymyśliła Ania Bratek (wtedy dziennikarka lokalnego radia).
M4 powstało w Mielcu. Jeszcze 8 lat temu w tym małym mieście na Podkarpaciu nie było ciekawych wydarzeń kulturalnych. Społeczeństwo raczej nie angażowało się w akcje społeczne i kulturalne. Ten "senny" stan postanowiła zmienić właśnie Ania. Stwierdziła że w Mielcu brakuje alternatywnego festynu. Takiej imprezy, która nie kojarzy się z zaproszeniem nudnego zespołu, sprowadzeniem wesołego miasteczka oraz wystawieniem stoisk z alkoholem i kiełbaskami.
Ania miała inna wizję festynu...
Symbolem tego alter festynu została popularna gra uliczna "klasy". Chodziło przede wszystkim o ożywienie miasta. Pokazanie mieszkańcom Mielca, że warto wyjść z domu i zrobić coś kreatywnego. Początkowo "M4" odbywało się w parku za biblioteką miejską. Na drzewach wieszano wiersze lokalnych poetów, ale nie tylko. Dzięki plastykom, pomniki zyskiwały nową "szatę". Na ogrodzeniach prezentowano fotografię, a na scenie grał jakiś zespół...
Po kilku edycjach M4 animatorzy z Stowarzyszenia Jarte postanowili poszerzyć to wydarzenie o serie warsztatów artystycznych. To był bez wątpienia strzał w dziesiątkę. Tak się już przyjęło, że co roku latem młodzi mieszkańcy Mielca uczestniczą w serii bezpłatnych warsztatów. Efekty tych działań zawsze prezentowano podczas finału.
Obecnie M4 to jedyne na Podkarpaciu wydarzenie w którym przez prawie miesiąc odbywają się warsztaty artystyczne. Efekty warsztatów prezentuje się właśnie podczas finału - który co roku ma swoją myśl przewodnią. Tradycją tych finałów jest widowisko teatralne. To ono stało się głównym punktem programu M4.
Rok 2013 - M4 REkreacja.
Po ogromnym bagażu doświadczeń - alter festyn M4 - przeistoczył się w prawdziwy Festiwal Sztuki w Przestrzeni Miejskiej - M4 Moje Miasto Moje Miejsce REkreacja. [ To moja nazwa :) ]
M4 w tym roku to trzy dni wydarzeń. Otwarcie wystawy oraz spotkanie muzyczne opisałem już wcześniej.
W sobotę na terenach rekraacyjnych sąsiadujących bezpośrednio z Pałacykiem Oborskich z jednej strony, oraz z rzeką Wisłoką - z drugiej - zaprezentowano główny projekt pt. "Sztuka w przestrzeni miasta".
Przestrzeń Starego Miasta wzbogaciła się [jak się później dowiedziałem - tylko na chwilę] o dzieła sztuki zrealizowane przez: Grzegorza Bule Cebule, Aleksandra Gładysza, Tomasza Simińskiego, Macieja Wieczerzaka i Pawła Wolanina. Kuratorem wszystkich projektów artystycznych był Marek Sułek.
W parku pałacowym postawiono czarny sześcian w którym zamontowano małe otwory, przez które można było zobaczyć obraz. Na budynku szkoły muzycznej oraz na elementach bulwarów zawieszono wielkie czarno-białe fotografie. Na ogromnym obszarze wysypano kilkaset piłeczek plastikowych. W dali przy brzegu Wisłoki ustawiono rzeźbę przedstawiającą wg mnie małego chłopca. Na jednym z elementów należących do kanalizacji miejskiej namalowano mural.
Chyba po raz pierwszy na tak ogromną skalę artyści zaingerowali w przestrzeń miejską w Mielcu. Co ciekawe, mielczanie przyjęli te projekty z serdecznością i zaciekawieniem.
W ramach tematyki tegorocznej edycji czyli rekreacji - w parku rozstawiono kilkadziesiąt leżaków, oraz przygotowano strefę dla dzieci. Dla tych co lubią modę zorganizowano "garażówkę", gdzie można było wymienić się ubraniami.
Dla muzykalnych, przygotowano strefę "uwalniania dźwięków". Andrzej Kulig - mielecki performer - zachęcał do tworzenia instrumentów perkusyjnych. Następnie przy udziale publiczności grał na tym, co udało się wcześniej zrobić.
Wieczorem zaprezentowano widowisko teatralne. Bardzo awangardowy, jak na to co dotąd pokazywano w Mielcu - spektakl przygotowało kilka grup warsztatowych: teatralna, wokalno - muzyczna, scenograficzna, kostiumowa.
Warto dodać, że uczestnikami warsztatów byli nie tylko młodzi ludzie, ale także seniorzy z lokalnego UTW.
O czym był ten spektakl?? Chyba kluczem do interpretacji było hasło Rekreacja a także historia i charakter Mielca. W kilku etiudach aktorzy pokazywali różne formy odpoczynku. Znowu te sceny przeplatano performancem Andrzeja Kuliga i Gosi Luberdy. Oboje zachęcili publiczność do aktywności fizycznej. To działanie można porównać do grupowych zajęć z fitness:). W drugiej części spetkaklu odnalazłem wątki dotyczące Mielca. Z jednej strony nawiązano do miasta - robotniczego, a z drugiej strony do tradycji lotniczych.
Bardzo spodobała mi się scenografia wykorzystana w spektaklu a także kostiumy. Bez tych elementów, ten spektakl nie byłby tym samym widowiskiem.
Kultura Lokalna
Na M4 w Mielcu spotkałem specjalną wysłanniczkę Platformy Kultury - Miriam. Znamy się już z innych projektów i działań NCKu. Dowiedziałem się, że jestem już znany w redakcji. :) Ponoć, oczekuje się na moją reakcję po publikacji jakiegoś tekstu na Platformie FB. :)
Wspólnie w Miriam zaczęliśmy rozmawiać o kulturze. Ja opowiedziałem jej o tym co dzieje się tutaj w Mielcu min dzięki animatorom z Stowarzyszenia Jarte. Ona przekazała mi swoje pewne diagnozy związane z animacją i projektami kulturalnymi, które realizowane są w dużych miastach. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że właśnie moc - płynie z działań kultury lokalnej. Zwykle to tutaj znajdziesz ludzi przepełnionych pasją, którzy realizyją swoje pomysły w małych miasteczkach i wsiach. Często tacy animatorzy nie promują tych działań i tego co udało się im osiągnąć. Z tym trzeba walczyć. Po to właśnie wymyślono ideę Platformy, żeby się poznawać i wspólnie wymieniać doświadczenia. W mniejszych ośrodkach o wiele szybciej znajdziesz chętnych do działania w projekcie odbiorców. Tutaj w Mielcu, własnie poprzez takie małe działania - wyłoniono przepełnionych pasją i talentem animatorów, który co roku ochoczo działają przy M4.
Organizacje działające lokalnie borykają się z wieloma problemami. Bardzo często nie mają swoich lokali. Samorządy nie rozumieją ich potrzeb, chociaż doceniają to co te organizacje robią.
W większych ośrodkach promuje się działalność NGO. Miasta powołują specjalne inkubatory, które służą jako baza dla każdej z tych organizacji. Jest kilka miast, gdzie władze ogłaszają specjalne konkursy na realizacje inicjatyw kulturalnych. W mniejszych miastach takich praktyk nie realizuje się. Nie ma konkursów. Realizuje się plan wg ustalonego z góry budżetu. Dlatego tym bardziej musimy wspierać lokalne organizacje. W nich płynie moc. Może nie rozumiana w pewnych kręgach. Jednak - ich trud przynosi dobre rezultaty.
+ Bardzo wyróżniam działania promocyjne w ramach M4. :) Szczególnie to, że oni sami robią sobie badziki!
Na you tube M4 - znajduje się mnóstwo materiałów video, które są po prostu mega. Odniosłem pozytywne wrażenie, że M4 - stało się bardzo profesjonalne.
- Niestety organizatorzy nie przygotowali folderu, który oprowadzałby widza po projektach w ramach "Sztuki w przestrzeni miasta". Szkoda, bo przez to nie zobaczyłem w całości projektu fotograficznego. Poza tym, nie wiem które dzieło należy do danego autora. No chyba, że były gdzieś tabliczki z podpisami a ja nie dostrzegłem ich.
FILM z Warsztatów M4
zdjęcia:
dzięki uprzejmości Zbyszka Wawera (TR Korso Mielec)
i jedno z Hej.Mielec (K. Strykowski)
![]() |
Już od 8 lat Stowarzyszenie kulturalne "Jarte" wspólnie z lokalnymi animatorami i wolontariuszami organizują na początku wakacji M4 Moje Miasto Moje Miejsce. Wydarzenie to wymyśliła Ania Bratek (wtedy dziennikarka lokalnego radia).
M4 powstało w Mielcu. Jeszcze 8 lat temu w tym małym mieście na Podkarpaciu nie było ciekawych wydarzeń kulturalnych. Społeczeństwo raczej nie angażowało się w akcje społeczne i kulturalne. Ten "senny" stan postanowiła zmienić właśnie Ania. Stwierdziła że w Mielcu brakuje alternatywnego festynu. Takiej imprezy, która nie kojarzy się z zaproszeniem nudnego zespołu, sprowadzeniem wesołego miasteczka oraz wystawieniem stoisk z alkoholem i kiełbaskami.
Ania miała inna wizję festynu...
Symbolem tego alter festynu została popularna gra uliczna "klasy". Chodziło przede wszystkim o ożywienie miasta. Pokazanie mieszkańcom Mielca, że warto wyjść z domu i zrobić coś kreatywnego. Początkowo "M4" odbywało się w parku za biblioteką miejską. Na drzewach wieszano wiersze lokalnych poetów, ale nie tylko. Dzięki plastykom, pomniki zyskiwały nową "szatę". Na ogrodzeniach prezentowano fotografię, a na scenie grał jakiś zespół...
Po kilku edycjach M4 animatorzy z Stowarzyszenia Jarte postanowili poszerzyć to wydarzenie o serie warsztatów artystycznych. To był bez wątpienia strzał w dziesiątkę. Tak się już przyjęło, że co roku latem młodzi mieszkańcy Mielca uczestniczą w serii bezpłatnych warsztatów. Efekty tych działań zawsze prezentowano podczas finału.
Obecnie M4 to jedyne na Podkarpaciu wydarzenie w którym przez prawie miesiąc odbywają się warsztaty artystyczne. Efekty warsztatów prezentuje się właśnie podczas finału - który co roku ma swoją myśl przewodnią. Tradycją tych finałów jest widowisko teatralne. To ono stało się głównym punktem programu M4.
Rok 2013 - M4 REkreacja.
Po ogromnym bagażu doświadczeń - alter festyn M4 - przeistoczył się w prawdziwy Festiwal Sztuki w Przestrzeni Miejskiej - M4 Moje Miasto Moje Miejsce REkreacja. [ To moja nazwa :) ]
M4 w tym roku to trzy dni wydarzeń. Otwarcie wystawy oraz spotkanie muzyczne opisałem już wcześniej.
W sobotę na terenach rekraacyjnych sąsiadujących bezpośrednio z Pałacykiem Oborskich z jednej strony, oraz z rzeką Wisłoką - z drugiej - zaprezentowano główny projekt pt. "Sztuka w przestrzeni miasta".
Przestrzeń Starego Miasta wzbogaciła się [jak się później dowiedziałem - tylko na chwilę] o dzieła sztuki zrealizowane przez: Grzegorza Bule Cebule, Aleksandra Gładysza, Tomasza Simińskiego, Macieja Wieczerzaka i Pawła Wolanina. Kuratorem wszystkich projektów artystycznych był Marek Sułek.
W parku pałacowym postawiono czarny sześcian w którym zamontowano małe otwory, przez które można było zobaczyć obraz. Na budynku szkoły muzycznej oraz na elementach bulwarów zawieszono wielkie czarno-białe fotografie. Na ogromnym obszarze wysypano kilkaset piłeczek plastikowych. W dali przy brzegu Wisłoki ustawiono rzeźbę przedstawiającą wg mnie małego chłopca. Na jednym z elementów należących do kanalizacji miejskiej namalowano mural.
Chyba po raz pierwszy na tak ogromną skalę artyści zaingerowali w przestrzeń miejską w Mielcu. Co ciekawe, mielczanie przyjęli te projekty z serdecznością i zaciekawieniem.
W ramach tematyki tegorocznej edycji czyli rekreacji - w parku rozstawiono kilkadziesiąt leżaków, oraz przygotowano strefę dla dzieci. Dla tych co lubią modę zorganizowano "garażówkę", gdzie można było wymienić się ubraniami.
Dla muzykalnych, przygotowano strefę "uwalniania dźwięków". Andrzej Kulig - mielecki performer - zachęcał do tworzenia instrumentów perkusyjnych. Następnie przy udziale publiczności grał na tym, co udało się wcześniej zrobić.
Wieczorem zaprezentowano widowisko teatralne. Bardzo awangardowy, jak na to co dotąd pokazywano w Mielcu - spektakl przygotowało kilka grup warsztatowych: teatralna, wokalno - muzyczna, scenograficzna, kostiumowa.
Warto dodać, że uczestnikami warsztatów byli nie tylko młodzi ludzie, ale także seniorzy z lokalnego UTW.
O czym był ten spektakl?? Chyba kluczem do interpretacji było hasło Rekreacja a także historia i charakter Mielca. W kilku etiudach aktorzy pokazywali różne formy odpoczynku. Znowu te sceny przeplatano performancem Andrzeja Kuliga i Gosi Luberdy. Oboje zachęcili publiczność do aktywności fizycznej. To działanie można porównać do grupowych zajęć z fitness:). W drugiej części spetkaklu odnalazłem wątki dotyczące Mielca. Z jednej strony nawiązano do miasta - robotniczego, a z drugiej strony do tradycji lotniczych.
Bardzo spodobała mi się scenografia wykorzystana w spektaklu a także kostiumy. Bez tych elementów, ten spektakl nie byłby tym samym widowiskiem.
Kultura Lokalna
Na M4 w Mielcu spotkałem specjalną wysłanniczkę Platformy Kultury - Miriam. Znamy się już z innych projektów i działań NCKu. Dowiedziałem się, że jestem już znany w redakcji. :) Ponoć, oczekuje się na moją reakcję po publikacji jakiegoś tekstu na Platformie FB. :)
Wspólnie w Miriam zaczęliśmy rozmawiać o kulturze. Ja opowiedziałem jej o tym co dzieje się tutaj w Mielcu min dzięki animatorom z Stowarzyszenia Jarte. Ona przekazała mi swoje pewne diagnozy związane z animacją i projektami kulturalnymi, które realizowane są w dużych miastach. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że właśnie moc - płynie z działań kultury lokalnej. Zwykle to tutaj znajdziesz ludzi przepełnionych pasją, którzy realizyją swoje pomysły w małych miasteczkach i wsiach. Często tacy animatorzy nie promują tych działań i tego co udało się im osiągnąć. Z tym trzeba walczyć. Po to właśnie wymyślono ideę Platformy, żeby się poznawać i wspólnie wymieniać doświadczenia. W mniejszych ośrodkach o wiele szybciej znajdziesz chętnych do działania w projekcie odbiorców. Tutaj w Mielcu, własnie poprzez takie małe działania - wyłoniono przepełnionych pasją i talentem animatorów, który co roku ochoczo działają przy M4.
Organizacje działające lokalnie borykają się z wieloma problemami. Bardzo często nie mają swoich lokali. Samorządy nie rozumieją ich potrzeb, chociaż doceniają to co te organizacje robią.
W większych ośrodkach promuje się działalność NGO. Miasta powołują specjalne inkubatory, które służą jako baza dla każdej z tych organizacji. Jest kilka miast, gdzie władze ogłaszają specjalne konkursy na realizacje inicjatyw kulturalnych. W mniejszych miastach takich praktyk nie realizuje się. Nie ma konkursów. Realizuje się plan wg ustalonego z góry budżetu. Dlatego tym bardziej musimy wspierać lokalne organizacje. W nich płynie moc. Może nie rozumiana w pewnych kręgach. Jednak - ich trud przynosi dobre rezultaty.
+ Bardzo wyróżniam działania promocyjne w ramach M4. :) Szczególnie to, że oni sami robią sobie badziki!
Na you tube M4 - znajduje się mnóstwo materiałów video, które są po prostu mega. Odniosłem pozytywne wrażenie, że M4 - stało się bardzo profesjonalne.
- Niestety organizatorzy nie przygotowali folderu, który oprowadzałby widza po projektach w ramach "Sztuki w przestrzeni miasta". Szkoda, bo przez to nie zobaczyłem w całości projektu fotograficznego. Poza tym, nie wiem które dzieło należy do danego autora. No chyba, że były gdzieś tabliczki z podpisami a ja nie dostrzegłem ich.
FILM z Warsztatów M4
zdjęcia:
dzięki uprzejmości Zbyszka Wawera (TR Korso Mielec)
i jedno z Hej.Mielec (K. Strykowski)
czwartek, 18 lipca 2013
HYDROKOMPLEKS Gładyska i Michońskiego [m4]
| Restauracja KAMIENICA |
W Mielcu jest taka mała kamienica w
centrum starego miasta, gdzie znalazła się przestrzeń do
realizacji projektów artystycznych.
To właśnie w tej kamienicy na piętrze
18 lipca 2013 roku o godz. 20:00 Krzysztof Gładysek i Kuba Michoński
(mieleccy fotografowie) zaprezentowali wspólny projekt artystyczny,
który nazwali „HYDROKOMPLEKS”.
Na wystawie znajdziecie kilkanaście
fotografii zaprezentowanych w zaciemnionym pomieszczeniu i
oświetlonych w bardzo ciekawy sposób, oraz pewnego rodzaju
diaporamę fotografii prezentowanych na szybie akwarium.
We wstępnie do wystawy autorzy
napisali kilka zdań na temat wody. Zaznaczyli jej szczególny
wymiar. Bardzo zainteresowała ich jej przelotność. Te kilka
ważnych zdań w pewien sposób tłumaczy i naprowadza widza na
odpowiedni trop interpretacji.
Ja wyróżniam dwie fotografie.
Na pierwszej widać małego człowieka,
który właśnie wynurzył się z wody. Artysta zatrzymał w kadrze
moment przetarcia włosów z twarzy. Bardzo lubię takie zdjęcia. To
nie jest fotografia przypadku. Tutaj mamy do czynienia z świadomym
wyborem sytuacji.
Autor wprowadza widza w intymny świat
człowieka z fotografii. Widz spoglądając na to zdjęcie może
poczuć wokół siebie wodę i chyba o to też chodziło w tym
projekcie.
Na drugiej fotografii widzimy kobietę
i mężczyznę stojących przy brzegu morza lub oceanu. Scena jak z
filmu. Bardzo charakterystyczna, którą znamy z różnych kontekstów
kulturowych. Te dwie postacie z fotografii stoją przy szklanej
barierce. Kolor szkła barierki zmienia kolor morza. Dzięki temu
widzimy jakby różne odcienie i kolory wody. Polecam tą fotografię.
Jest coś w niej co przyciąga.
Na koniec przejdę do „wodnej
instalacji”. Artyści przygotowali coś extra. Tym czymś była
ciekawa prezentacja. W której znajdowały się fotografie,
tematycznie związane z wodą. Te zdjęcia wyświetlały się na
szkle akwarium. Dodatkowym efektem była maszyna tworząca dym.
Oczywiście nie zapominam dodać, że owa instalacja miała też
dźwięk.
Tutaj polecam – usiąść wygodnie na
specjalnie przygotowanej sofie i kontemplować to co wyświetla się
przed Tobą.
HYDROKOMPLEKS – wpisuje się idealnie
w hasło tegorocznej edycji M4 – Moje Miasto Moje Miejsce – czyli
Rekreacja. Ja czułem się tam dobrze. Jako człowiek, którzy
przyszedł nad wodę po to by odpocząć i pomyśleć o tym co widzi. Z drugiej strony REkreacja oznacza stworzenie czegoś na nowo. Miejsce w którym prezentowany jest ten projekt - to restauracja, która powstała w tej kamienicy zaledwie kilka miesięcy temu. Nigdy wcześniej nie było tam galerii sztuki. Dlatego mamy do czynienia z tworzeniem "nowego miejsca sztuki".
Taki to początek zdarzeń
artystycznych zarejestrowałem w Mielcu.
Ci który nie przyszli dziś na wystawę
uspokajam i zapraszam jutro, w sobotę i niedzielę:
Restauracja „Kamienica”
RYNEK na Starym Mieście – Mielec
wystawa czynna przez najbliższe dni:
Piątek od 19:00 do 22:00
Sobota od 15:00 do 23:00
Niedziela od 15:00 do 23:00
niedziela, 14 lipca 2013
Jamna - warsztatowo
Na początku lipca wspólnie z moimi animatorkami z Gdańska i
Lublina poprowadziliśmy warsztaty pisania ikon dla młodzieży dominikańskiej z
całego kraju.
Co roku na Jamnej (woj. Małopolskie, pow. Tarnowski) Polska
Prowincja Zakonu Dominikanów organizuje tygodniowe Forum dla młodzieży, która
gromadzi się przy klasztorach dominikańskich w Polsce.
Blisko 300 osobowa grupa młodzieży z Krakowa, Warszawy,
Rzeszowa, Jarosławia, Wrocławia, Gdańska, Szczecina i Poznania uczestniczyła w
kilkunastu warsztatach. Prócz naszych „ikonowych” były także min warsztaty: teatralne,
filmowe, dziennikarskie, fotograficzne, rodzinne, biblijne a także muzyczne.
Efekty działań warsztatowych pokazywane są w ostatni dzień
forum.
| grupa warsztatowa |
Jamna to mała wieś, która prawdopodobnie nigdy nie byłaby
tak znana, gdyby nie o. Jan Góra. W latach 90tych o. Jan (wtedy jeszcze
duszpasterz akademicki w Poznaniu) wspólnie z studentami wędrował po tych
ziemiach. Przypadkowo zatrzymał się właśnie na Jamnej, gdzie miejscowa Gmina
prowadziła nierentowny Dom – schronisko PTTK. Ojciec Jan już od dawna myślał o
stworzeniu ośrodka dla swoich studentów, gdzie mógłby co roku przyjeżdżać na
wakacje. Wtedy padła propozycja przekazania domu z Jamnej Ojcom
Dominikanom.
W ciągu kilkunastu lat. Mały domek na wsi przeistoczył się w
Ośrodek pracy twórczej, który może pomieścić kilkadziesiąt osób. Znajduje się
tutaj kościół z ikoną MB Niezawodnej Nadziei. Jest gospoda, sklepik oraz
zagroda. Żyją tam zgodnie: konie, kozy, psy i koty.
Teraz więcej o warsztatach, które poprowadziłem z Marysią i
Anią oraz z Elą.
Dokładnie rok temu postanowiliśmy, że spróbujemy poprowadzić
razem warsztaty. Każdy z nas ma swoją odrębną drogę i doświadczenie.
Zastanowiliśmy się, co nas łączy. Bardzo szybko okazało się, że są to właśnie
ikony. Dziewczyny piszą je już od kilku lat. Ela w Lublinie. Marysia i Ania w
Gdańsku, chociaż ich korzenie sięgają Słowacji i to właśnie tam kiedyś nauczyły
się pisania ikon w grekokatolickim klasztorze. Ja natomiast lubię opowiadać o
wschodzie. Interesuje mnie kultura prawosławia.
Dlaczego Jamna? – Słyszeliśmy o niej bardzo dużo. Szczególnie
o młodzieży która tutaj co roku przyjeżdża. Chcieliśmy się przekonać, czy te
wszystkie legendy są prawdziwe.
No i – zatkało nas.
Przyszła do nas 20 osobowa grupa fajnych ludzi. Bardzo
chętnych do współpracy. Każdy z nich wyróżniał się stylem i sposobem ekspresji.
Dodam, że praca teoretyczna z tymi osobami to sama przyjemność dla
prowadzącego. Już pierwsza gra skojarzeniowa pokazała uczestnikom jak dużo
wiedzą. Ja postarałem się te wszystkie skojarzenia połączyć. Chciałem przekazać
jeden spójny pejzaż Prawosławia, który sobie przygotowałem.
Efektem naszej tygodniowej pracy był moment prezentacji oraz
poświęcenia ikon. Wszyscy wspólnie przyznali, że niespodziewani się takiego
efektu.
My na koniec postanowiliśmy, że te warsztaty będziemy
prowadzić dalej – tam – gdzie nas zaproszą.
O tym oczywiście napiszę tutaj.
a tu fotoreportaż na portalu Dominikanie.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)












